Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo zbudowało firmę z pasją DIG Świtała

DIG Świtała to firma, która od ćwierć wieku dostarcza na polski rynek zaawansowane rozwiązania do plastycznej obróbki metali. Z Anną i Pawłem Świtała rozmawiamy nie tylko o 25 latach działalności pełnej sukcesów i wyzwań, ale też o tym, jak to jest prowadzić rodzinny biznes i dlaczego kobieta w branży przemysłowej ma przewagę... A także: dlaczego uczciwość w działaniu zawsze się opłaca.

25 lat to piękny jubileusz. Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że Wasza firma tyle przetrwa i osiągnie taki sukces?

Powiązane firmy

DIG Świtała Sp. z o.o.

Anna Świtała: Od początku był plan, żeby zbudować firmę, która będzie rozpoznawalna i realnie wpłynie na rozwój przemysłu w Polsce. Chcieliśmy wprowadzić rozwiązania, które na Zachodzie były już standardem, a u nas dopiero raczkowały. Dziś z satysfakcją patrzymy na to, gdzie jesteśmy – bo wciąż wdrażamy nowe technologie, realizujemy ciekawe projekty i nie stoimy w miejscu. Choć 25 lat temu nie przypuszczaliśmy, że ta droga zaprowadzi nas aż tutaj.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

Paweł Świtała: Działamy trochę z dnia na dzień. Budzimy się rano i staramy się coś sprzedać. Jeżeli się uda – dzień był udany, jeżeli nie – mówimy sobie, że jutro trzeba się bardziej postarać. Nie przestajemy się uczyć, nie jesteśmy przywiązani do jednego rozwiązania, cały czas szukamy.

Anna Świtała: Śledzimy rynek, rozmawiamy z klientami, słuchamy ich opinii. Zaczynamy od postawienia sobie pytania: gdzie możemy realnie pomóc, jaki problem techniczny rozwiązać? Czasem oznacza to sięgnięcie po nową technologię, czasem – znalezienie nowego dostawcy. Zawsze jednak działamy w duchu rozwoju i innowacji, bo wiemy, że tylko tak możemy dostarczać rozwiązania, które naprawdę mają sens.

A jak doszło do powstania firmy DIG Świtała?

Paweł Świtała: Niejako zostaliśmy do tego zmuszeni /śmiech/. Montowałem maszyny dla Fiata i w 2001 r. dwie włoskie firmy zaproponowały mi, abym założył działalność gospodarczą i uruchomił fabrykę w Polkowicach. Pani w urzędzie gminy zaskoczyła mnie pytaniem, jak ma się nazywać firma. Powstało „Doradztwo Inwestycyjno-Gospodarcze”, które nie mieściło się we włoskich systemach CRM, więc musieliśmy skrócić nazwę do DIG Świtała.

Anna Świtała: W 1998 r. Paweł pracował w dziale industrializacji firmy Cavis w Czechowicach-Dziedzicach (obecnie Valeo), gdzie od zera w ciągu sześciu miesięcy uruchomił produkcję wiązek elektrycznych pod Fiata Seicento. Ponieważ dał się poznać jako osoba, która nie zna słowa „nie” i podejmuje się rozwiązywania każdego problemu, włoskie firmy zaproponowały mu współpracę.

A w którym momencie dołączyła Pani do brata?

Anna Świtała: Rok później, gdy skończyłam liceum. Byłam bardzo młoda, miałam dziewiętnaście lat, ale od razu włączyłam się w budowanie firmy.

Jak wspomina Pani swoje początki, bądź co bądź w branży technicznej?

Anna Świtała: Na początku nic nie wiedziałam ani o maszynach, ani o biznesie. Wszystkiego uczyłam się od Pawła. On zawsze był moim mentorem, zabierał mnie na spotkania, inspirował. Nigdy nie jeździłam sama na spotkania w Polsce – najczęściej jeździł Paweł, a ja byłam back-officem. Gdy wyjeżdżałam sama do Włoch z polskim klientem, to miałam wsparcie merytoryczne Włocha. Dziś moja wiedza techniczna jest bardzo duża. Natomiast uważam, że kobieta w tym biznesie ma dużą przewagę: w sytuacji konfliktowej – łagodzi obyczaje. Gdy popełnimy błąd, łatwiej nam z tego wybrnąć. Paweł traktuje mnie jak jokera – gdy dochodzimy do ściany, przejmuję temat, żeby go domknąć.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

Czy w ciągu tych wszystkich lat były jakieś momenty przełomowe, chwile, gdy myśleliście: zamykamy, zmieniamy działalność?

Paweł Świtała: Pierwsze lata (2001–2004) to była dla nas epoka automotive. Montowałem dla Włochów linie technologiczne do produkcji silników i komponentów do samochodów. To były projekty trwające po kilka miesięcy. W przerwach między nimi jeździłem po Polsce i proponowałem klientom różne rozwiązania technologiczne. Ktoś potrzebował prasy krawędziowej – szukałem prasy krawędziowej. Tak poznaliśmy jednego z naszych pierwszych dostawców, firmę Vimercati. W wolnych chwilach rozwijałem obecny core biznes firmy. Gdy w 2004 r. skończyła się dla nas era automotive, zgłosiła się do nas firma Mossini, która wyposażała fabryki w prasy do tłoczenia. Udało nam się wówczas dostarczyć maszyny do takich potentatów jak: Electrolux, Whirlpool czy Amica. Rozszerzyliśmy też ofertę o profile Calvi – zupełną nowość na polskim rynku. Niedługo po tym dostarczyliśmy pierwszy profil pod Waltera P-99 dla polskiej policji. Dostarczamy go do Fabryki Broni w Radomiu nieprzerwanie już od 20 lat.

Anna Świtała: Na początku XXI w. Włosi byli kojarzeni raczej z wakacjami i makaronem, niż z maszynami /śmiech/. Dziś się to zmienia, ale wówczas widzieli, że potrzebują w Polsce solidnego partnera. Od 2007 r. dzięki naszej obecności na targach i częstym wizytom u klientów DIG stał się rozpoznawalną marką. Z pewnością wyróżnia nas to, że nie sprzedajemy urządzeń z katalogu, ale dopasowujemy maszyny pod konkretne potrzeby klientów.

Ogromnym przełomem był rok 2017, gdy wielu naszych handlowców i dostawców wybrało inne ścieżki rozwoju. Powiedzieliśmy sobie wtedy, że naszymi mocnymi stronami są rzetelne działanie, znajomość branży i sprzedaż wysokiej jakości maszyn. Zakasaliśmy rękawy, znaleźliśmy nowych, solidnych dostawców. Ta zmiana okazała się jedną z najlepszych rzeczy w historii firmy. Od tamtego momentu jesteśmy w pełni ustrukturyzowaną firmą, znamy swoje plusy i minusy, współpracujemy z najlepszymi dostawcami.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

W jakich obszarach obecnie się specjalizujecie?

Paweł Świtała: Zależy, na co w danym roku jest popyt. W latach 2020–2022 sprzedawaliśmy mnóstwo maszyn do bojlerów – wyposażyliśmy większość polskich producentów w nowoczesne linie. Pewnie przez najbliższe 20 lat nie będziemy o tym słyszeć. Był moment, że dostarczaliśmy maszyny do produkcji drabin. Niedawno dostarczyliśmy linię do produkcji korpusów poziomnic – wcześniej wymagała ona pracy 42 ludzi, teraz zastąpiła ich maszyna obsługiwana przez jednego operatora.

Anna Świtała: Specjalizujemy się w tłoczeniu, gięciu i w automatyzacji. Ale nie chodzi tylko o stworzenie standardowego gniazda zrobotyzowanego. W automatyzacji zapewniamy coś więcej: kompletny proces. Jeśli tylko jest to możliwe, staramy się stosować rozwiązania liniowe, a robota używamy wtedy, gdy inne opcje są niemożliwe do realizacji.

Jak widzicie najbliższą przyszłość firmy?

Paweł Świtała: Rynek zmienia się dynamicznie. Idzie w stronę wynajmu, rozwiązań tymczasowych, ale też urządzeń niestandardowych – „szytych na miarę”. Kiedyś kupowano standardowe maszyny, które służyły klientom przez 20 lat. Obecnie klient może już za rok mieć zupełnie inne potrzeby produkcyjne.

Anna Świtała: Staramy się być na bieżąco, działać elastycznie, szybko reagować na zmiany rynkowe. Polskie firmy rozwijają się i chcemy im dostarczać takie rozwiązania, jakich będą potrzebować w danym momencie. Dlatego mamy duży stok maszyn dostępnych od ręki, klient może je przetestować, wypożyczyć – nie musi brać zobowiązań na lata.

Prowadzenie firmy rodzinnej ma swoje zalety i wady. Jak Wam się współpracuje jako rodzeństwu?

Anna Świtała: Staramy się na rodzinnych imprezach nie poruszać firmowych tematów /uśmiech/. Urlopy spędzamy osobno, żeby odpocząć od siebie i zawodowych spraw.

Paweł Świtała: Funkcjonujemy idealnie, bo Ania jest na miejscu, a ja wprost przeciwnie /śmiech/.

Anna Świtała: Ale we dwoje jeździmy do Włoch, wszystkie ważne tematy podejmujemy razem, ze strategicznymi klientami też spotykamy się wspólnie. Podział obowiązków z kolei wypracowaliśmy przez lata: ich zakres jest znany, szanujemy swoje decyzje, dyskutujemy o nich. Gdy wychodzimy do klientów, zawsze jesteśmy zgrani. On jest ponoć ten dobry, ja ta zła. Niemniej w sytuacjach spornych, gdy żadne z nas nie chce ustąpić, decydujący głos zawsze ma Paweł.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

Panie Pawle, jak to jest prowadzić firmę z siostrą? Czy nieraz trzeba ustąpić, tak dla „świętego spokoju”?

Paweł Świtała: Zawsze ustępuję /uśmiech/. Ustępuję mamie, żonie, siostrze. Ale jeśli chodzi o tematy techniczne, to nie ustępuję. 

Anna Świtała: Jako rodzeństwo wspieramy się w prowadzeniu biznesu i dbamy o siebie nawzajem.

Co sprawia, że klienci do Was wracają?

Anna Świtała: Po pierwsze – oferujemy naprawdę dobre maszyny. Po drugie – w biznesie stawiamy na uczciwość. Potrafimy powiedzieć klientowi, że jakaś maszyna mu się nie przyda, że nie ma sensu, by ją kupował i potem z niej nie korzystał. Często ci, którzy na początku nie wierzyli w nasze zapewnienia i wyliczenia, po jakimś czasie, po porównaniu innych ofert rynkowych, przekonują się, że mówiliśmy prawdę. Staramy się budować trwałe relacje z firmami zarówno dzisiaj, jak i za 10 lat. To dla nas bardzo ważne.

Paweł Świtała: Niedawno sprzedałem maszynę do formowania rurek klientowi, który ma dwa lasery i planuje zakup trzeciego. Powiedział, że cięcie na laserze kosztuje go 30 groszy. Zrobiłem szybki rachunek – okazało się, że na normalnej pile jedno cięcie kosztuje grosz, czyli przepłaca 30-krotnie. Czasem to, co stare, okazuje się po prostu rozsądniejszym wyborem. Dlatego nie gonimy ślepo za trendami. Zawsze liczy się dla nas jedno: co realnie będzie dla klienta najlepsze – nawet jeśli to rozwiązanie z pozoru nie brzmi nowocześnie. Takie rachunki przeprowadzamy też dla klientów.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

A jaki jest Wasz pomysł na budowanie kultury organizacyjnej firmy?

Anna Świtała: Dajemy dużo swobody. Oczywiście ważny jest wynik, mamy spotkania i analizy, ale nie definiujemy pracy nakazami typu „musisz wykonać 40 telefonów dziennie”. Zapewniamy przestrzeń, pozwalamy pracować według własnego uznania. Są pewne reguły, ale generalnie ufamy ludziom i to daje pozytywne efekty. Rzadko używam określenia pracownicy, raczej mówię „koledzy z pracy”, „współpracownicy”.

Paweł Świtała: Oczekujemy, żeby ludzie byli możliwie najbardziej niezależni i sami sobą zarządzali. To dla nas bardzo ważne.

Czy macie jeszcze jakieś marzenia biznesowe? Co Was wciąż ekscytuje w prowadzeniu firmy?

Paweł Świtała: Nie przestajemy szukać. Teraz potrzebujemy rozwiązania do ryflowania rury. Mam nadzieję, że w tym roku temat zostanie ogarnięty. Nie boimy się wyzwań i trudnych tematów.

Anna Świtała: Rynek się rozwija i to nas naprawdę cieszy.  Wiele firm dojrzało do rozwiązań, które proponowaliśmy 10 lat temu i tacy klienci do nas wracają. A to, że jesteśmy rozpoznawalni – to dla nas największe potwierdzenie, że idziemy w dobrym kierunku.

Anna i Paweł Świtała: rodzeństwo, które zbudowało firmę z pasją, na włoskiej jakości zdjęcie w treści artykułu

A poza firmą? Jakie są Wasze pasje?

Paweł Świtała: Caravaning – od dłuższego czasu jeżdżę kamperem, to moja pasja.

Anna Świtała:  Przy małych dzieciach trudno mówić o klasycznych pasjach. Ale lubię podróżować, odkrywać nowe miejsca, łapać inspiracje. Z każdej podróży wracam z czymś, co mnie rozwija. Może dlatego tak naturalna jest dla nas otwartość w biznesie. Nie zamykamy się na jedno rozwiązanie, tylko szukamy najlepszego. 

Gdzie widzicie swoją przyszłość za 10, 20, 25 lat?

Paweł Świtała: Cały czas tutaj, w Łaziskach. Wiedzę, którą dzisiaj mamy, ma niewiele firm w Polsce. Fajnie byłoby może działać poza krajem, ale to wymaga odpowiednich ludzi, struktury i odrobiny szczęścia.

Anna Świtała: Zanim zaczęła się pandemia COVID-19, mocno przygotowywaliśmy się do ekspansji zagranicznej, ale sytuacja na świecie mocno ostudziła nasze zapały. Potem wybuchła wojna. Wciąż jednak uważam, że mamy potrzebną wiedzę, by wkroczyć na zagraniczne rynki.

Na koniec – gdybyście mogli cofnąć się w czasie o 25 lat i dać sobie radę na początku drogi, co byście powiedzieli swoim młodszym wersjom?

Anna Świtała: Powiedziałabym sobie: ufaj bardziej swojemu instynktowi. Ludzie nie zawsze podpowiadają nam słuszne rozwiązania dla danych sytuacji. Warto polegać na swoich przeczuciach.

Paweł Świtała: Ja bym nic nie zmienił. Ale zgadzam się – trzeba bardziej ufać sobie. I pamiętać, że nic nie zastąpi ciężkiej pracy – to ona przynosi największe efekty. To najcenniejsza rada.

DIG Świtała Sp. z o.o.

DIG Świtała Sp. z o.o.

Firma DIG ŚWITAŁA Sp. z o.o. od 2001 r. promuje nowoczesne rozwiązania w zakresie obróbki plastycznej blachy, pręta, drutu i rur.

Współpracujemy z czołówką europejskich producentów, których maszyny pracują na rynku polskim i europejskim od kilkudziesięciu lat, potwierdzając swój wysoki poziom techniczny.

Naszych klientów traktujemy jak stałych partnerów, którym oprócz oferty w postaci maszyn zapewniamy stałą i kompleksową obsługę obejmującą zarówno doradztwo techniczne, jak i pomoc we wdrażaniu nowych projektów, ale również serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.

Pracujemy w nowoczesnej i komfortowej przestrzeni, do której zapraszamy także naszych klientów. Do ich dyspozycji są dwie hale wystawowowo- magazynowe o powierzchni 1600 m² oraz suwnica o udźwigu 20 ton. Na naszych halach istnieje możliwość przeprowadzania prób na maszynach pokazowych.

Firma DIG Świtała Sp. z o.o. oferuje m.in.:

Maszyny do obróbki blachy: 

Maszyny do obróbki rur i drutu:

Narzędzia do pras krawędziowych

Profile specjalne

Profil Firmy

DIG Świtała Sp. z o.o.