Jak mocno krajowy przemysł odczuje skutki spowolnienia gospodarki

Jak krajowy przemysł odczuje skutki spowolnienia gospodarki Pexels – Kateryna Babaieva

Czy i kiedy nasza gospodarka wejdzie w fazę pełnowymiarowej recesji, a także jak głębokie może być załamanie koniunktury? Opinie ekspertów w tej materii są – przynajmniej na razie – mocno podzielone. Jedni uspakajają, twierdząc, że grozi nam co najwyżej płytka i krótkotrwała tzw. recesja techniczna, a spadek aktywności biznesowej zostanie szybko wyrównany. Inni zaś wręcz przeciwnie – wskazują na wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia w Polsce poważnych perturbacji na rynku i spowolnienia (czy wręcz zahamowania) wzrostu gospodarczego, a nawet spadku stopy PKB poniżej zera.

Zgoda panuje natomiast co do tego, że inflacja (pozostająca praktycznie poza kontrolą NBP), a także coraz bardziej pesymistyczne nastroje wśród przedsiębiorców, którzy działają w przetwórstwie przemysłowym, mogą oznaczać, że w 2023 r. polska gospodarka stanie wobec egzystencjalnych wręcz wyzwań. A one mocno zaciążą na perspektywach rozwojowych kraju i sytuacji rynkowej firm. 

Wynikać to będzie ze skali i trwałości szoków makroekonomicznych, które powstały w konsekwencji pandemicznych lockdownów i zakłócenia światowych łańcuchów dostaw, a później agresji Rosji na Ukrainę. Jej następstwem jest kryzys energetyczny, który wyraża się w brakach w zaopatrzeniu w nośniki energii, a także w ogromnym wzroście ich cen na rynkach międzynarodowych. Na skutek tego polska gospodarka została mocno wytrącona z równowagi. 

Okazało się przy tym, że jesteśmy słabo przygotowani na sprostanie wyzwaniom, których teraz doświadczamy. Po pierwsze, z uwagi na oparcie wzrostu PKB w okresie minionych 7 lat niemal wyłącznie na konsumpcji przy głębokim załamaniu inwestycji. Po drugie, w konsekwencji rozmijania się polityki monetarnej, którą realizuje NBP, i ekspansywnej polityki fiskalnej rządu, która polega na rzucaniu ogromnych pieniędzy na rynek (w nadziei, że rozwiąże to wszystkie problemy gospodarcze i społeczne). 

Polska gospodarka pozostaje w ścisłym związku z gospodarkami całego świata, szczególnie państw UE, z Niemcami na czele. To, co wydarzy się u nas, w dużej mierze zależy więc od tego, jak będzie się kształtować koniunktura w innych krajach, a prognozy w tym względzie nie mogą napawać optymizmem. 

Gospodarka światowa cały czas stoi przed poważnymi zagrożeniami wywołanymi przez kilka czynników. Są wśród nich: rosyjska agresja na Ukrainę (która m.in. doprowadziła do ogromnego wzrostu cen nośników energii i destabilizacji rynków światowych w tym obszarze), kryzys związany z rosnącymi kosztami życia (wskutek utrzymującej się inflacji), kryzys żywnościowy w biedniejszej części świata (na tle niewystarczającej podaży żywności), a także spowolnienie gospodarcze w Chinach, USA i strefie euro. 

Stopa PKB w 2021 r. i I połowie 2022 r. w ujęciu kwartalnym (analogiczny kwartał roku poprzedniego = 100%)

Obecne i prognozowane w latach 2022–2023 stopy PKB (rok poprzedni = 100%)

Skutkiem tego wszystkiego jest rekordowo wysoka inflacja i rysujące się wyraźnie spowolnienie wzrostu gospodarczego. Przy tym apogeum negatywnych zjawisk w sferze makro- i mikroekonomii przypadnie na początkowe miesiące 2023 r. Z kolei powrót do stabilnej sytuacji rynkowej i wysokiej dynamiki PKB może zająć dużo czasu. 

Co gorsza, pole manewru w działaniach antykryzysowych ogranicza zamrożenia środków unijnych. Te, jak uznała Komisja Europejska, zaczną płynąć do Polski dopiero po spełnieniu wszystkich wymagań, które wynikają z Karty praw podstawowych. W konsekwencji Polska może zostać na dłużej odcięta od miliardów euro w ramach unijnych dotacji i pożyczek. Nie tylko tych zapisanych dla nas w Krajowym Planie Odbudowy (24 mld euro dotacji i 12 mld euro pożyczek), ale także przewidzianych w programach regionalnych polityki spójności na lata 2021–2027 (76 mld euro). A brak dostępu do funduszy unijnych radykalnie zmniejszy szanse na wzrost gospodarczy w 2023 r. i w latach następnych.

Minorowe nastroje

Odczyty wskaźnika PMI i indeksu MIK poniżej poziomu neutralnego (50 pkt w pierwszym przypadku i 100 pkt w drugim), które oznaczaj realne zagrożenie recesją, wskazują, że przedsiębiorcy zaczynają widzieć perspektywy sytuacji rynkowej w coraz czarniejszych barwach. 

Wskaźnik PMI dla polskiego sektora przemysłowego

Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) dla polskiej gospodarki

Wpłynęły na to: rekordowo wysokie ceny nośników energii i innych surowców oraz komponentów do produkcji, przyspieszająca inflacja (osiągająca poziom nieznany od 1997 r.), bardzo drogie kredyty, a także kurczący się popyt na wyroby i usługi. Ostatni wymieniony wynika z malejącej siły nabywczej konsumentów i pogłębiających się problemów finansowych przedsiębiorców, a także z rosnącej niepewność w gospodarce, która skłania do ograniczenia konsumpcji i inwestycji. 

Już obecnie skutki tego wszystkiego odczuwa np. budownictwo i związane z nim branże przemysłowe. Wkrótce w podobnej sytuacji mogą się jednak znaleźć także inne segmenty gospodarki i przemysłu. 

Co ciekawe, zdaniem niektórych analityków reakcje polskich firm na pandemię, szok energetyczny czy wojnę w Ukrainie są bardziej nerwowe niż w innych krajach UE. Trudno jednak zgodzić się z taką tezą. Oczywiście odczyty wskaźnika PMI i indeksu MIK nie mogą nastrajać optymistycznie. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę dane GUS, które dotyczą np. produkcji sprzedanej (wzrost o 10,9% w sierpniu 2022 r. vs poziom sprzed roku), można nabrać wątpliwości, czy rzeczywiście perspektywy rynkowe pogarszają się tak wyraźnie, jak sugerują nastroje przedsiębiorców. 

Pamiętać jednak trzeba, że statystyki GUS są publikowane z opóźnieniem, czyli nie obrazują kondycji przemysłu w czasie rzeczywistym. Można się więc spodziewać, że już niedługo narastające problemy przemysłu znajdą swoje odzwierciedlenie w pogarszających się danych tego urzędu.

Naturalną reakcją przedsiębiorców na wzrost kosztów produkcji jest podnoszenie cen oferowanych wyrobów i usług. Jest to jednak możliwe tylko do pewnej granicy. Po jej przekroczeniu liczba odbiorców gotowych zaakceptować wyższe ceny zacznie stopniowo topnieć i firmy natrafią na barierę popytu. 

Czynnikami, które ułatwiają części przedsiębiorców kontynuowanie produkcji w tych anormalnych czasach, są zgromadzone wcześniej zapasy pozyskane po „starych” cenach. Kolejnym takim czynnikiem jest kupowanie gazu i energii elektrycznej w oparciu o kontrakty zawarte w poprzednich latach, kiedy ich ceny były dużo niższe. Możliwości te wkrótce się jednak wyczerpią. 

Rosnące koszty działalności i nadchodzące spowolnienie gospodarcze zaczynają już w niektórych branżach wymuszać restrukturyzację zatrudnienia. Obecnie polega ona głównie na wstrzymywaniu się przed zapełnieniem wakatów na stanowiskach pracy. Coraz częściej zaczyna się jednak mówić o konieczności zwolnienia części prawników. 

Pewne ruchy w tym kierunku zaczęły być już nawet wykonywane (jak podaje GUS w okresie kwiecień–sierpień br. liczba zatrudnionych w przetwórstwie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyła się łącznie o 8 tys.). Redukcja zatrudnienia będzie namacalnym potwierdzeniem przekonania przedsiębiorców, że nie ma co liczyć na rychłą poprawę koniunktury ani odbudowę popytu, a możliwości rynkowe wkrótce zdecydowanie się pogorszą.

Szybujące ceny

Zgodnie z danymi GUS wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce w grudniu 2022 r. wyniósł 16,6% – z perspektywą dalszego wzrostu do co najmniej 20% na początku 2023 r. Gdyby zdjąć tarczę antyinflacyjną (obniżającą akcyzę na paliwo, VAT na gaz i energię elektryczną oraz wprowadzającą dodatki osłonowe), już obecnie inflacja byłaby co najmniej o 3 pkt procentowe wyższa. 

W założeniach do ustawy budżetowej na 2023 r. przyjęto, że w kolejnych miesiącach tego roku inflacja będzie się obniżać. W rezultacie jej średnioroczny poziom ma wynieść 7,8% (9,1% w 2022 r.). Nawet jeśli uzna się, że wspomniane dane opierają się na realnych przesłankach, powrót inflacji do tzw. celu inflacyjnego NBP (2,5% ±1,0 pkt. proc.) zajmie – z uwagi na skalę i trwałość szoków makroekonomicznych – minimum 2 lata, jeśli nie dłużej. 

W rzeczywistości średnioroczna stopa inflacji może być wyższa nawet o kilka punktów procentowych od tej, którą zapisano we wspomnianych założeniach budżetowych. Trzeba pamiętać, że oczekiwania inflacyjne zostały w Polsce „odkotwiczone” – 70% gospodarstw domowych i przedsiębiorców oczekuje, że inflacja w ciągu 12 miesięcy będzie wyraźnie wyższa lub w najlepszym przypadku pozostanie taka jak obecnie. 

Prognozowany spadek średniorocznej stopy inflacji w 2023 r. w stosunku do 2022 r

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce (analogiczny miesiąc roku poprzedniego = 100%)

Zasadność takich obaw potwierdza wysokość wskaźnika inflacji bazowej, który pokazuje dynamikę cen z wyłączeniem cen energii i żywności. Po raz pierwszy od wielu lat osiągnął on poziom dwucyfrowy (10,7% we wrześniu br.). Symptomatyczne jest, że inflacja w Polsce przeszło dwukrotnie przekracza średni poziom w UE, mimo że ceny energii wzrosły u nas znacznie mniej niż w całej Unii.

Zdaniem Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych – firmy konsultingowej specjalizującej się w prognozach makroekonomicznych – kilka następujących czynników powoduje, że szczyt inflacji mamy dopiero przed sobą:

  • Bardzo liczna jest grupa firm, które planują podwyżki oferowanych wyrobów i usług, przy stosunkowo nielicznych przypadkach przedsiębiorców, którzy byliby gotowi obniżyć swoje ceny.
  • Najsilniejsza presja na wzrost cen występuje wśród producentów żywności, sprzętu AGD i odzieży. Ponieważ żywność stanowi dużą część koszyka zakupowego bardzo licznej grupy gospodarstw domowych, można się spodziewać, że mocno wpłynie to na inflację.
  • Osłabienie złotego powoduje wzrost cen wyrobów i usług importowanych, np. paliw.
  • Pojawiły się efekty drugiej rundy związanej z wysokimi oczekiwaniami inflacyjnymi, które skłaniają pracowników do żądania podwyżki wynagrodzeń. Ponieważ wzrost płac przekłada się na wyższe ceny wyrobów, ponownie powoduje to nacisk na podnoszenie płac. Tak powstaje ryzyko spirali kosztowo-cenowej.

Wysoka inflacja obniża siłę nabywczą dochodów gospodarstw domowych i przedsiębiorców, co tłumi popyt na oferowane na rynku wyroby krajowe i importowane, a także na usługi. Traci na tym przemysł, który boryka się nie tylko ze zmniejszonym zapotrzebowaniem na wytwarzane wyroby ze strony odbiorców krajowych, ale również zaczyna odczuwać trudności z eksportem. 

Firmy w sytuacji szybko rosnących cen nie są w stanie należycie kontrolować kosztów prowadzenia biznesu. Uniemożliwia to przedsiębiorcom szczególnie racjonalne planowanie przyszłych inwestycji, ponieważ nie wiadomo, jaka będzie w przyszłości m.in. cena gazu czy energii elektrycznej.

Nieefektywne działania NBP

Klucz do zatrzymania galopujących cen – mimo napiętej sytuacji międzynarodowej i wysokich cen nośników energii na rynkach światowych – w głównej mierze znajduje się w Warszawie. Problem w tym, że politykę NBP w całości podporządkowano polityce rządu. 

Symptomatyczne jest, że za duży sukces NBP uważa się zysk, który ten bank może przekazać do budżetu (10,4 mld zł w 2022 r.) – mimo że akurat w 2023 r. w założeniach do ustawy budżetowej nie przewidziano takiej pozycji w bilansie wpływów do kasy państwa. W efekcie NBP (poza podwyżką stóp procentowych) nie podejmuje działań, które pomogłyby zwalczyć inflację (od lipca 2021 r. do września 2022 r. stopy procentowe podnoszono 11 razy i obecnie główna stopa referencyjna wynosi 6,75%). 

Wielu ekspertów uważa, że NBP zaczął podnosić stopy procentowe zdecydowanie zbyt późno i w niewystarczającym stopniu. Najważniejszym jednak problemem jest brak koordynacji działań NBP w zakresie polityki monetarnej – ukierunkowanej na walkę z inflacją poprzez ograniczanie siły nabywczej konsumentów (jako skutku wzrostu kosztów obsługi kredytów) – z bardzo liberalną polityką fiskalną (liczne programy socjalne i osłonowe), która prowadzi do pojawienia się na rynku wielkiej masy pieniądza kosztem zadłużania się państwa. 

Kreowanie dodatkowego popytu podtrzymuje słabnącą koniunkturę. Chroni w ten sposób rynek pracy, ale jednocześnie osłabia skuteczność działań NBP w walce z inflacją.

Z tarczą czy na tarczy

Oderwane od realiów polskiej gospodarki założenia ustawy budżetowej na 2023 r., zgodnie z którymi PKB ma powiększyć się w ubiegłym roku o 3,2%, bez wątpienia odzwierciedlają urzędowy optymizm ministerstwa finansów. Nawet NBP – wspierający przecież wszystkimi siłami rząd (co kłóci się z ustawowymi powinnościami banku centralnego) – zachowuje w projekcjach stopy PKB w 2023 r. większą ostrożność (1,4%). 

Niezmiennie jednak podkreśla, że Polsce nie grozi ani stagflacja, ani recesja. Innego zdania wydają się być banki komercyjne i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, prezentując bardzo pesymistyczne szacunki wzrostu polskiej gospodarki w 2023 r. Zgodnie z nimi wynosi on 0,5–0,7%, a więc niemal mieści się w granicach błędu statystycznego. 

Innym zagadnieniem jest to, że w gospodarce wytrąconej ze stanu równowagi dotychczasowe zależności i korelacje ekonomiczne przestały działać w przewidywalny sposób. W konsekwencji wszelkie prognozowanie rozwoju sytuacji gospodarczej w 2023 r. i w dłuższym okresie obarczone jest ryzykiem strzału kulą w płot. ]

Jednym z najważniejszych znaków zapytania w kontekście perspektyw wzrostu gospodarczego jest kwestia dostępu do funduszy UE. Możliwość skorzystania ze środków w ramach KPO (zwłaszcza polityki spójności) podniesie stopę polskiego PKB o 2 pkt procentowe. Natomiast brak wsparcia unijnego oznaczałby bardzo silne spowolnienie wzrostu gospodarczego, a najpewniej doprowadziłby – w sytuacji, w której według przytoczonych wyżej prognoz wzrost w 2023 r. ma wynieść jedynie 0,5–1,5% – do ujemnej stopy PKB.

Rząd stara się łagodzić skutki zaburzeń w polskiej gospodarce, uruchamiając różnego rodzaju programy osłonowe. Szczególne znaczenie mają wśród nich wspomniana już tarcza antyinflacyjna oraz tarcza solidarnościowa. Na razie tarcza antyinflacyjna została przedłużona do końca 2022 r. Zapewne jednak zostanie utrzymana w 2023 r. i być może w roku następnym (kosztem 33,4 mld zł w pierwszym przypadku i kolejnych 35 mld zł w drugim). 

W budżecie państwa na 2023 r. nie przewidziano środków na ten cel. Oznacza to, że tarcza antyinflacyjna – podobnie, jak wiele innych wydatków państwa – będzie finansowana poza ustawą budżetową i kontrolą parlamentu. Taka kreatywna księgowość ma na celu utrzymanie deficytu budżetowego w akceptowanych przez UE granicach. 

Nie oznacza to jednak, że problem narastającego w szybkim tempie zadłużenia publicznego – które obejmuje także wydatki ponoszone poza systemem budżetowym (według niektórych ocen w 2023 r. wyniosą one 422 mld zł) – staje się w ten sposób mniej groźny dla długookresowej stabilności finansowej państwa. 
Poprawa konkurencyjności krajowych firm i możliwość ograniczenia skali wzrostu cen wyrobów, które wytwarzają, wynikającego z rosnących kosztów produkcji w warunkach wielkich rachunków za gaz i energię elektryczną – to główne korzyści z wprowadzenia wsparcia dla przedsiębiorców w ramach tzw. tarczy solidarnościowej. Proponowane rozwiązania przewidują m.in. przyspieszenie budowy tzw. bezpośrednich linii energetycznych. 

Mogą one łączyć jednostki wytwarzania energii – szczególnie ze źródeł odnawialnych (np. farmę wiatrową, zaporę wodną, farmę słoneczną) – bezpośrednio z odbiorcą. Pakiet zawiera też wsparcie dla przedsiębiorstw, których koszty nabycia energii elektrycznej i gazu wynoszą co najmniej 3% wartości produkcji. Muszą one działać w branżach wskazanych przez Komisję Europejską i stanowić gałęzie, które szczególnie odczuwają skutki kryzysu (m.in. produkcja wyrobów hutniczych, płytek ceramicznych, nawozów sztucznych azotowych, szkła płaskiego i gospodarczego). 

Czy tak będzie i tym razem, pokaże dopiero przyszłość. Tak czy inaczej można się jednak spodziewać, że koszty nachodzącego kryzysu – mierzone chociażby liczbą firm, które popadły w finansowe tarapaty czy wręcz zniknęły z rynku – będą ogromne. Zwłaszcza jeśli sprawdzą się czarne scenariusze rozwoju sytuacji w krajowym przemyśle i gospodarce, które są zapowiadane na najbliższe 2 lata. 

Polska stoi wobec groźby poważnego kryzysu gospodarczego, którego skala może przekroczyć nasze dotychczasowe doświadczenia w tym względzie. W tak newralgicznym momencie krajowa polityka gospodarcza znajduje się w dryfie, próbując pogodzić dwa sprzeczne kierunki działań – walkę z inflacją (co wymaga zdjęcia części popytu z rynku) i walkę o wyborców (w czym bardzo pomagają argumenty w postaci programów socjalnych i osłonowych). 

Za nieumiejętność dogadania się z Komisją Europejską w sprawie KPO i środków polityki spójności – w czym kością niezgody jest nierespektowanie przez Polskę niektórych wymagań Karty praw podstawowych (która jest fundamentalnym zbiorem praw człowieka i obowiązków obywatelskich) – możemy drogo zapłacić. Zarówno kurczącym się PKB, głęboką recesją, dwucyfrową inflacją, rosnącym bezrobociem, jak i w dłuższym horyzoncie zmarnowaniem szans na rozwój, a także doganianie europejskiej czołówki w zakresie standardu życia polskiego społeczeństwa i konkurencyjności naszych przedsiębiorców na rynkach światowych.

Tagi artykułu

Zobacz również

Chcesz otrzymać nasze czasopismo?

Zamów prenumeratę