Bezpieczna maszyna to nie koszt ‒ to fundament produkcji
Nowe rozporządzenie maszynowe UE, coboty pracujące ramię w ramię z ludźmi, coraz bardziej autonomiczne linie produkcyjne ‒ bezpieczeństwo maszyn przestaje być tematem wyłącznie dla działu BHP. Mariusz Głowicki, dyrektor zarządzający Pilz Polska, mówi wprost: firmy, które traktują bezpieczeństwo jako przykry obowiązek, grają va banque ‒ i to nie tylko swoją reputacją, ale wolnością zarządu. Rozmowa przeprowadzona podczas MM STUDIO na targach ITM Industry Europe 2026.
Nowe przepisy ‒ co się naprawdę zmienia
Styczeń 2027 r. to data, po której europejski rynek maszyn będzie wyglądał inaczej. Rozporządzenie (UE) 2023/1230 zastąpi obowiązującą od 2006 r. dyrektywę maszynową ‒ i choć brzmi to jak rutynowa aktualizacja przepisów ‒ zmiany są daleko idące.
Pierwsze i najważniejsze novum to cyberbezpieczeństwo maszyn.
‒ Nowe rozporządzenie narzuca na producentów maszyn konieczność równoprawnego traktowania zagrożeń cybernetycznych, tak jak innych dobrze opanowanych zagrożeń o charakterze mechanicznym, elektrycznym czy termicznym ‒ wyjaśnia Mariusz Głowicki.
W praktyce oznacza to, że maszyna musi być zabezpieczona przed nieuprawnionym dostępem do systemów sterowania, zmianą parametrów z zewnątrz czy atakiem hakerskim, który mógłby doprowadzić do katastrofy. Rozwiązaniem są systemy IAM (Identification and Access Monitoring ‒ identyfikacja i monitorowanie dostępu), które umożliwiają pełną kontrolę nad tym, kto, kiedy i w jakim celu loguje się do maszyny.
Drugie novum dotyczy użytkowników, nie producentów. Nowe rozporządzenie wprowadza pojęcie „istotnej modyfikacji maszyny” ‒ obszaru, który w starej dyrektywie był kompletnie nieuregulowany.
‒ Do tej pory była to szara strefa. Użytkownicy wykonujący zmiany w maszynach nie wiedzieli, czy tworzą nową maszynę, która wymaga ponownej oceny zgodności ‒ podkreśla dyrektor zarządzający Pilz Polska.
Teraz to zostało zdefiniowane, co oznacza, że wiele modyfikacji wprowadzanych przez zakłady produkcyjne będzie wymagało formalnej oceny ryzyka i potencjalnie dodatkowych zabezpieczeń.
Czas na dostosowanie się do nowych przepisów formalnie trwa do stycznia 2027 r. W praktyce ‒ już go nie ma.
‒ Jeśli dzisiaj zamawiacie Państwo maszynę, która trafi do Was w lutym przyszłego roku, już teraz trzeba rozmawiać z dostawcą, żeby upewnić się, że będzie spełniała nowe wymagania ‒ zaznacza Mariusz Głowicki.
Robot poza klatką ‒ jak liczyć ryzyko
Coboty, autonomiczne wózki AGV (Autonomous Guided Vehicles ‒ autonomiczne pojazdy sterowane), zrobotyzowane stanowiska HRC (współpracy człowieka z robotem) ‒ coraz więcej maszyn pracuje dziś w bezpośrednim sąsiedztwie człowieka. Jak zapewnić bezpieczeństwo, gdy robot wychodzi z klatki?
Mariusz Głowicki wraca do definicji: ‒ Ryzyko pojawia się wtedy, gdy istnieje energia niszcząca i szansa na wejście człowieka w jej zasięg. Filozofia bezpieczeństwa nie zmienia się zależnie od tego, czy robot jest w klatce, czy poza nią ‒ trzeba tę energię zbić do zera albo wyeliminować szansę kontaktu.
W praktyce oznacza to dwa podejścia: albo projektujemy rozwiązanie o ograniczonych parametrach dynamicznych ‒ małej prędkości, małej sile ‒ albo wyposażamy je w systemy monitorowania przestrzeni, które reagują szybciej niż człowiek jest w stanie wejść w strefę zagrożenia. Przy cobotach i AMR kluczem są skanery laserowe, czujniki obecności i systemy wizyjne zdolne do błyskawicznej reakcji.
‒ Zawsze mówię, że ryzyka nie ma tam, gdzie nie ma człowieka. Ale przy totalnej automatyzacji i tak ten człowiek gdzieś będzie musiał coś sparametryzować, skonfigurować, naprawić ‒ ocenia Głowicki. ‒ Więc to ryzyko zawsze jakieś będzie.
Reaktywni kontra proaktywni ‒ dwa oblicza polskiego przemysłu
Czy polskie firmy traktują bezpieczeństwo jako integralny element inwestycji w automatyzację, czy raczej reagują dopiero gdy pojawi się problem? Mariusz Głowicki nie ucieka od szczerej odpowiedzi.
‒ Filozofia jest różna i zależy od firmy. Są bardzo prężnie działające polskie przedsiębiorstwa, w których bezpieczeństwo jest jednym z fundamentów działania ‒ przyznaje. ‒ Ale są też firmy, które nadal podchodzą do niego jako przykrej konieczności i działają reaktywnie.
Ci pierwsi ‒ niezależnie od tego, czy utrzymują własne zespoły ekspertów, czy zlecają audyty zewnętrznym firmom ‒ rozumieją prostą zależność: wypadek przy maszynie to przestój produkcyjny, straty wizerunkowe, a dla firm notowanych na giełdach ‒ realny problem z wyceną. Ci drudzy liczą na szczęście. I czasem je tracą.
‒ Są firmy, które nadal nie mają bezpieczeństwa technicznego wpisanego jako jeden z fundamentów swojego działania. Uważam, że jest jeszcze wiele do zrobienia ‒ podsumowuje Mariusz Głowicki.
Jednocześnie zauważa zmianę: świadomość wśród inżynierów, służb BHP i szefów przedsiębiorstw jest wyraźnie wyższa niż na początku jego kariery zawodowej.
Raven MediaKonsekwencje prawne i finansowe ‒ liczby, które robią wrażenie
Dla tych, których nie przekonują argumenty etyczne, zostają twarde liczby. Kodeks pracy nakłada na pracodawców obowiązek dbania o bezpieczeństwo pracowników ‒ i przewiduje konsekwencje karne, łącznie z pozbawieniem wolności, za niedopełnienie tych obowiązków. W razie wypadku odpowiedzialność spada w pierwszej kolejności na zarząd lub osoby delegowane do nadzoru nad bezpieczeństwem.
Osobną kwestią jest zgodność z przepisami przy wprowadzaniu maszyn na rynek.
‒ Kary idą w setki tysięcy złotych za wprowadzanie produktów niespełniających wymogów systemu oceny zgodności ‒ mówi Mariusz Głowicki, powołując się na ustawę o systemie oceny zgodności.
Najpoważniejszy scenariusz dotyczy maszyn produkowanych seryjnie.
‒ Jeśli na jednej z 50 identycznych maszyn rozlokowanych w Europie dojdzie do wypadku, Państwowa Inspekcja Pracy jest zobowiązana powiadomić odpowiednie organy nadzoru w innych krajach UE. Takie maszyny mogą zostać zablokowane we wszystkich lokalizacjach ‒ wyjaśnia. ‒ Przestoje produkcyjne, kary kontraktowe, realne straty finansowe. O konsekwencjach nie trzeba dalej mówić.
Bezpieczeństwo jako standard ‒ nie wyjątek
Jak będzie wyglądać bezpieczeństwo maszyn za pięć lat, gdy fabryki staną się jeszcze bardziej zautomatyzowane i cyfrowe?
Głowicki jest optymistą ‒ z zastrzeżeniem: ‒ Mam nadzieję, że to będzie standard, bo każdy kiedyś zaczyna budować kulturę bezpieczeństwa w swojej organizacji. Lepiej zacząć dziś niż nigdy ‒ jutro będziemy o jeden dzień lepsi.
Jednocześnie wskazuje, że postępująca automatyzacja nie zmniejsza potrzeby zabezpieczeń ‒ wręcz przeciwnie. Wyobraźmy sobie w pełni autonomiczną halę produkcyjną, gdzie maszyny samodzielnie rekonfigurują się pod kolejne zlecenia produkcyjne. W takiej przestrzeni człowiek wezwany do interwencji serwisowej znajdzie się w środowisku, którego bieżącej konfiguracji nie jest w stanie z góry przewidzieć.
‒ Nie uciekniemy od totalnego oczujnikowania systemów produkcyjnych ‒ mówi Głowicki. ‒ Czujniki detekcji obecności, systemy wizyjne, skanery przestrzeni ‒ to wszystko będzie musiało działać w sposób ciągły, żeby gwarantować bezpieczeństwo człowieka w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu.
Bezpieczeństwo maszyn przestaje być domeną specjalistów od BHP ‒ staje się i musi się stać elementem każdego projektu automatyzacji od pierwszego dnia.
Materiał powstał na podstawie wywiadu przeprowadzonego w MM STUDIO podczas targów ITM Industry Europe 2026 w Poznaniu.






























