Robot zamiast wózka widłowego ‒ jak AMR zmienia intralogistykę bez rewolucji na hali
Brak rąk do pracy, rosnąca rotacja, powtarzalny transport między halą a magazynem ‒ to środowisko stworzone dla autonomicznych robotów mobilnych. Grzegorz Będkowski z Teradyne Robotics (Mobile Industrial Robots i Universal Robots) przekonuje: intralogistyka to jeden z łatwiejszych procesów do zrobotyzowania, można zacząć od jednego robota i bez problemu skalować. A sztuczna inteligencja właśnie zaczyna rozwiązywać problemy, które do tej pory skutecznie blokowały automatyzację. Rozmowa przeprowadzona podczas MM STUDIO na targach ITM Industry Europe 2026.
Dlaczego intralogistyka ‒ i dlaczego teraz?
Teradyne Robotics to grupa łącząca dwie dobrze rozpoznawalne marki: Mobile Industrial Robots (MiR) ‒ producenta autonomicznych robotów mobilnych ‒ oraz Universal Robots, lidera w segmencie cobotów. Grzegorz Będkowski odpowiada za sprzedaż obu linii produktowych w Polsce.
Rozmowę otwiera pytanie, które coraz częściej pada w polskich zakładach produkcyjnych: dlaczego właśnie teraz intralogistyka trafia na radar automatyzacji?
‒ Generalnie jest to brak rąk do pracy, duża rotacja pracowników ‒ odpowiada Będkowski. ‒ A transport wewnętrzny jest procesem, który możemy stosunkowo łatwo zrobotyzować dzięki autonomicznym robotom mobilnym.
Do niedawna uwaga firm skupiała się na procesach produkcyjnych ‒ montażu, obsłudze maszyn, pakowaniu. Transport wewnętrzny traktowano jako problem drugorzędny. Zmiana podejścia, którą Grzegorz Będkowski obserwuje w ostatnich latach, wynika z prostego rachunku: operatorzy wózków widłowych są trudno dostępni, ich rotacja wysoka, a sam proces ‒ powtarzalny i dobrze ustrukturyzowany ‒ idealnie nadaje się do automatyzacji.
Gdzie AMR daje największą wartość
Roboty mobilne MiR (AMR ‒ Autonomous Mobile Robots, autonomiczne roboty mobilne) obecne są dziś w bardzo różnych branżach. Automotive pozostaje tradycyjnie najsilniejszym segmentem, ale Będkowski wymienia elektronikę, branżę spożywczą i napojową (food & beverage) oraz kosmetyczną jako równie aktywnych odbiorca technologii.
‒ Tak naprawdę nie ma ograniczeń. Wszystkie firmy produkcyjne transportują coś wewnątrz zakładu ‒ mówi.
Typowe aplikacje obejmują trzy główne przepływy materiałów: dostarczanie półproduktów do linii produkcyjnych, odbiór gotowych wyrobów ze stanowisk oraz transport między halą a magazynem. Wszędzie tam, gdzie dziś jedzie wózek widłowy lub człowiek pcha wózek ręczny, robot mobilny może przejąć zadanie.
Kluczowym argumentem, który Grzegorz Będkowski przytacza w rozmowach z klientami, jest skalowalność: ‒ Możemy zacząć od jednego robota, któremu damy proste zadanie ‒ będzie woził materiały z punktu A do punktu B. A jeśli przekonamy się do tego rozwiązania, możemy iść krok dalej, dokupić kolejne roboty i w łatwy sposób rozbudowywać system ‒ wyjaśnia.
Cobot plus AMR ‒ mobilna para
Teradyne Robotics ma w ofercie coś, czego żaden z konkurentów nie może zaoferować w identycznej konfiguracji: coboty Universal Robots i roboty mobilne MiR w ramach jednej grupy. Połączenie obu technologii tworzy rozwiązanie, które Będkowski określa jako gotową, przemysłową odpowiedź na szeroko komentowany temat robotów humanoidalnych.
‒ Dzięki połączeniu tych dwóch rozwiązań możemy podjechać robotem mobilnym do linii produkcyjnej, odebrać produkty, przewieźć je w zupełnie inne miejsce i w pełni autonomiczny sposób wykonać cały proces pobrania, transportu i odłożenia ‒ opisuje.
W praktyce cobot zamontowany na platformie mobilnej MiR staje się samodzielnym, mobilnym gniazdem roboczym: przemieszcza się po hali, wykonuje operacje manualne i wraca ‒ bez udziału człowieka. To, co dotąd wymagało albo pracownika, albo rozbudowanej infrastruktury przenośników, można teraz zastąpić jednym, elastycznym urządzeniem.
Wdrożenie: niski próg wejścia, duże doświadczenie
Jedną z najczęstszych obaw przed wdrożeniem AMR jest przekonanie, że wymaga ono kosztownych zmian w infrastrukturze. Będkowski odpowiada na to wprost: robot potrzebuje jednego przejazdu przez halę, żeby ją zeskanować. Potem porusza się autonomicznie.
Samo wdrożenie ‒ od rozmów o oczekiwaniach, przez projekt z integratorem, po uruchomienie ‒ przebiega sprawnie dzięki skumulowanemu doświadczeniu. W Polsce zrealizowano już dziesiątki wdrożeń MiR, a partnerzy-integratorzy mają na koncie po kilkadziesiąt instalacji każdy.
‒ Mamy wiele gotowych rozwiązań, które wdrażamy niemal od ręki. Nie musimy za każdym razem projektować od zera ‒ mówi Grzegorz Będkowski.
Ważnym elementem procesu są wizyty referencyjne: klienci rozważający wdrożenie jadą zobaczyć podobne instalacje u innych firm.
‒ Klienci widzą jak to działa u innych ‒ i to pozwala na stosunkowo łatwe podjęcie decyzji ‒ wyjaśnia.
Raven MediaAI w intralogistyce ‒ od schematu do elastyczności
Temat sztucznej inteligencji w kontekście robotyki mobilnej jest dla Będkowskiego czymś więcej niż modnym hasłem. Wskazuje konkretny przypadek: MiR1200 wyposażony w system rozpoznawania palet oparty na AI.
‒ Nasze środowisko produkcyjne jest dynamiczne, często się zmienia, a robotyzacja lubi powtarzalność ‒ mówi. ‒ Dzięki sztucznej inteligencji nasze roboty potrafią się dopasować i w sposób elastyczny samodzielnie wyznaczyć na przykład alternatywną ścieżkę dojazdu do palety.
Dobrym przykładem jest uszkodzona paleta. Do tej pory robot, który napotkał paletę odbiegającą od wzorca, przerywał zadanie. Teraz analizuje sytuację i skutecznie je realizuje.
‒ Jeśli paleta jest uszkodzona, robot do tej pory często nie był w stanie podjąć zadania, bo odbiegało od schematu. Teraz dzięki sztucznej inteligencji robot się uczy, analizuje i skutecznie realizuje zadanie ‒ podkreśla Grzegorz Będkowski.
Kierunek jest wyraźny: roboty mobilne przestają być maszynami realizującymi stały scenariusz, a stają się narzędziami zdolnymi do adaptacji. W środowisku produkcyjnym, gdzie plan dnia rzadko pokrywa się z rzeczywistością, to zmiana, której znaczenie trudno przecenić.
Materiał powstał na podstawie wywiadu przeprowadzonego w MM STUDIO podczas targów ITM Industry Europe 2026 w Poznaniu.
































