Nie kupujesz robota ‒ kupujesz działającą aplikację
Jak zrobić pierwszy krok w stronę automatyzacji? Podczas debaty MM STUDIO przy jednym stole zasiedli: Anna Świtała (DIG Świtała), Artur Wojewoda (YASKAWA Polska), Grzegorz Będkowski (Teradyne / Universal Robots) oraz Przemysław Uchman (Dematec Polska). Efektem była konkretna, miejscami polemiczna rozmowa ‒ o tym, kiedy wybrać cobota, a kiedy robota przemysłowego, dlaczego „dwa lata zwrotu” to zbytnie uproszczenie i co naprawdę blokuje polskie firmy przed automatyzacją. Debata zarejestrowana podczas MM STUDIO na targach ITM Industry Europe 2026 w Poznaniu.
Szukaj problemu, nie technologii
Moderator Paweł Kruk zaczął od pytania pozornie prostego: firma produkcyjna chce zrobić pierwszy krok w automatyzację ‒ od czego powinna zacząć? Od audytu procesów, od technologii, od budżetu?
Wszyscy czterej paneliści odpowiedzieli niemal jednym głosem: od zdiagnozowania problemu. Ale każdy widział to trochę inaczej.
Anna Świtała, wiceprezes DIG Świtała, opisała podejście integratora wchodzącego na halę klienta.
‒ Zaczynamy od rozmowy, od poznania tego, co klient robi, jaką ma produkcję. Często okazuje się, że nie jest konieczna od razu pełna automatyzacja ‒ może być to maszyna przystosowana do rozbudowy w późniejszym terminie ‒ powiedziała.
Artur Wojewoda ujął to nieco bardziej lapidarnie.
‒ Problem jest dla nas kluczowy. Klient ma problem ‒ a to dla nas znaczy, że pojawia się potrzeba jego rozwiązania ‒ stwierdził prezes YASKAWA Polska.
Problemem może być brak pracowników, potrzeba ochrony jakości produktu albo trudne warunki pracy ‒ każdy z nich otwiera jasną ścieżkę działania.
Grzegorz Będkowski z Teradyne Robotics (Universal Robots) dodał praktyczne narzędzie: line walk ‒ przejście przez halę produkcyjną w celu diagnozy procesów i wskazania punktów, gdzie automatyzacja przyniesie najszybszy efekt. ‒ Klienci często chcą zrobotyzować najtrudniejszy proces. A to niesie wysokie koszty i komplikacje. Lepiej zacząć prosto, obeznacć się z robotem, a potem skalować ‒ radził.
Przemysław Uchman z Dematec Polska dodał ostrzeżenie, które bywa pomijane: automatyzacja nie naprawi złego procesu. ‒ Musimy się zastanowić, czy problem nie jest z natury technologicznej. Dołożenie robotyzacji tam, gdzie mamy takie problemy, spowoduje, że wyjdą one znacznie szybciej niż się tego spodziewamy ‒ ocenił inżynier serwisu Dematec.
Cobot, robot czy centrum CNC ‒ pytanie bez jednej odpowiedzi
Drugi temat debaty okazał się bardziej sporny: kiedy wybrać cobota, kiedy klasycznego robota przemysłowego, a kiedy np. centrum CNC z loaderem?
Artur Wojewoda ze swojej pozycji producenta robotów zaproponował podejście zaskakująco spokojne. ‒ Czy to robot, czy cobot ‒ nie ma żadnego znaczenia. Jeśli czas cyklu się zgadza, budżet się zgadza i na końcu wszystko dobrze działa, dla nas nie ma różnicy ‒ stwierdził. Jego zdaniem kluczowa jest jakość i doświadczenie integratora, nie marka ramienia.
Grzegorz Będkowski, reprezentujący dostawcę cobotów, wskazał ich realne przewagi ‒ ale i granice. Coboty sprawdzają się wszędzie tam, gdzie liczy się elastyczność i zmienność produkcji. W aplikacjach wymagających bardzo dużej prędkości i wydajności ‒ nie zastąpią jednak robota przemysłowego.
Przemysław Uchman rozszerzył zakres dyskusji poza dylemat cobot kontra robot. ‒ Czasem ani robot, ani cobot nie rozwiąże problemu. Nowa maszyna CNC z gantry loaderem albo podajnikiem prętów potrafi zautomatyzować proces, dając jednocześnie szybkość i elastyczność ‒ zauważył.
Anna Świtała podsumowała podejście z punktu wiedzenia integratora jednym zdaniem: nie ma tu gotowych reguł. Każdy klient dostaje rozwiązanie szyte pod swoje potrzeby i swój produkt.
Korporacja i MŚP ‒ ta sama droga, inny kierownik
W debacie nad różnicami między MŚP a dużymi korporacjami ujawniła się jedna zaskakująca obserwacja: małe firmy decydują szybciej, ale oczekują większej elastyczności. Korporacja ma budżet, ale rozmywa odpowiedzialność.
Przedstawiciel Universal Robots celnie nazwał problem dużych organizacji. ‒ W wielkich korporacjach mamy problem z chęcią podjęcia decyzji i zarazem ryzyka. Odpowiedzialność jest bardzo rozmyta i nikt nie chce podjąć decyzji, żeby to nie była na końcu jego wina ‒ podkreślił.
Anna Świtała uzupełniła ten obraz z własnego doświadczenia: – Wbrew pozorom do właściciela małej firmy można łatwiej dotrzeć z argumentem za automatyzacją niż do decydenta w dużej organizacji. Ale w obu przypadkach kluczowy jest ten sam moment ‒ pierwsze wdrożenie. To ono przełamuje opory i otwiera drogę do kolejnych inwestycji.
Pierwszy błąd: robot bez stabilnego procesu
Gdy padło pytanie o najczęstszy błąd przy pierwszej automatyzacji, odpowiedź była niemal jednomyślna: robot wdrożony w niestabilny proces skazany jest na późniejsze problemy.
‒ Największym problemem jest zastosowanie robota w miejscu, gdzie proces nie jest stabilny. Powtarzalność jest konieczna ‒ bez niej automatyzacja jest skazana na kłopoty ‒ powiedział Uchman.
Anna Świtała potwierdziła to z perspektywy własnych wdrożeń: – Problemy pojawiające się na zrobotyzowanym stanowisku często nie leżą po stronie maszyny, lecz po stronie materiału dostarczonego przez klienta.
Artur Wojewoda dodał kolejną warstwę: błędem jest też wybór przez cenę zamiast przez rozwiązanie. ‒ Robot nie widzi, nie czuje i nie jest inteligentny, jeśli tylko zaprogramujemy jego ścieżkę od punktu A do punktu B ‒ ocenił.
Ale problem, który przewijał się przez całą debatę, był głębszy: brak opieki nad klientem po wdrożeniu.
‒ Klient zaopiekowany. Taki, któremu się odpowiada na pytania i reaguje się na jego potrzeby ‒ taki proces przebiega zdecydowanie łatwiej ‒ podkreśliła Świtała.
ROI: kilka pól w Excelu to za mało
Gdy rozmowa zeszła na zwrot z inwestycji, paneliści rozebrali na czynniki pierwsze popularne przekonanie, że „robot zwraca się w dwa lata”.
Grzegorz Będkowski zwrócił uwagę na zmianę, którą obserwuje w rozmowach z klientami: ‒ Coraz mniej osób pyta, ile kosztuje robot ‒ bo wzrosła świadomość, że nikt nie potrzebuje robota, każdy potrzebuje działającej aplikacji.
Działająca aplikacja to nie tylko ramię robotyczne, lecz chwytak, narzędzie, czujniki, integracja. Cena robota to często mniejsza część całkowitego kosztu wdrożenia.
Artur Wojewoda zakwestionował samą metodę kalkulacji: pensja pracownika minus koszt wdrożenia to zbyt duże uproszczenie. Nie liczymy kosztów rekrutacji, rotacji, błędów ludzkich, przestojów. ‒ Biorąc wszystko pod uwagę, ten zwrot może być znacznie krótszy niż nam się wydaje ‒ ocenił prezes YASKAWA Polska.
Przedstawiciel firmy Dematec wskazał na zmianę, którą coraz częściej obserwuje.
‒ Coraz częściej spotykamy się z tym, że klientowi nie chodzi o to, kiedy robot się zwróci. Chodzi o to, żeby zwolnić czas dla kluczowych pracowników na produkcji ‒ powiedział.
Robot nie ma zastępować człowieka, lecz uwolnić jego czas na zadania, których maszyna nie wykona.
AI ‒ teraźniejszość, nie slajd z konferencji
Ostatni temat debaty dotyczył sztucznej inteligencji. Moderator zapytał wprost: co z tego realnie zmienia możliwości, a co to jeszcze marketing?
Odpowiedzi były ostrożnie optymistyczne. Wojewoda zapowiedział nową platformę YASKAWA ‒ Motoman NEXT ‒ umożliwiającą programowanie robotów w standardowych językach jak C++, z możliwością zastosowania AI do generowania ścieżek ruchu. To zmiana, która może otworzyć robotykę dla rzeszy programistów niespecjalizujących się dotąd w tej dziedzinie.
Grzegorz Będkowski wskazał na konkretne, dzisiejsze zastosowanie: algorytmy dobierające parametry ruchu ‒ przyspieszenie, hamowanie, prędkość ‒ bez konieczności ręcznej optymalizacji przez programistę. Tam, gdzie wcześniej potrzebny był specjalista, teraz wystarcza parametryzacja wspomagana przez AI.
Przedstawiciel firmy Dematec opisał systemy antykolizyjne w obrabiarkach CNC, które dzięki AI przewidują ryzyko kolizji i pomagają zaprojektować bezpieczną ścieżkę narzędzia. Awaria CNC to przestój liczony w tygodniach ‒ AI, która jej zapobiega, zwraca się bardzo szybko.
Anna Świtała podeszła do tematu realistycznie: DIG Świtała wdraża to, co dostarcza np. YASKAWA. W ich instalacjach AI jest obecna, ale czynnik ludzki pozostaje kluczowy.
Jedno zdanie dla wahających się
Na zakończenie każdy z panelistów sformułował apel do firm, które wciąż nie zdecydowały się na automatyzację.
Przemysław Uchman: – Dematec oferuje wypożyczenie zautomatyzowanego stanowiska ‒ żeby przetestować bez zobowiązania. Anna Świtała: rozmowa i oferta nic nie kosztują ‒ targi są do tego świetną okazją. Artur Wojewoda: nie kupujcie pod wpływem ceny z nieznanego źródła ‒ sprawdźcie dostawcę, zobaczcie referencje.
Grzegorz Będkowski podsumował debatę to najdobitniej: ‒ Polska to specyficzny kraj, w którym zawsze czekamy z podjęciem decyzji. Świat idzie do przodu i zostajemy powolutku w tyle. Jesteśmy daleko za średną gęstości robotyzacji ‒ innej drogi już nie ma.
Trzy słowa, które wybrzmiewały przez całą debatę, niezależnie od branży, wielkości firmy i wybranej technologii: problem, proces, partner. Zdefiniuj pierwszy, ustabilizuj drugi, wybierz trzeciego uważnie.
Materiał powstał na podstawie wywiadu przeprowadzonego w MM STUDIO podczas targów ITM Industry Europe 2026 w Poznaniu.
































